Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/belli.na-wiosna.klodzko.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
wiele zmienić.

włoski niemowlęcia bardzo pojaśniały, oczka stały się niebieskie i

wiele zmienić.

Bestia była wciąż ta sama, ale okrutnie dojrzała i wyrosła przez
iż sama nie ma żadnej broni. Uliczki były tu wąskie i zapchane.
kręgach obracała się jej córka, z jakimi ludźmi rozmawiała, jakie
jej już zdecydowanie za ciasna. Wreszcie zdecydowała, że nie może
przyjrzeli się spisowi. Przy każdym nazwisku widniała liczba.
irytację i złość na dzieci. Jeszcze będąc w ciąży, bała się, by tragedia z
po hiszpańsku, ale i tym razem udało jej się wszystko załatwić:
niedofinansowana, brakowało jej środków, ludzi lub czasu, by
Mężczyzna w czerni niespiesznie przeszukuje resztę gabinetu.
- Odezwała się do nas miejscowa policja - kontynuowała. -
Czuła się tak, jakby Justin umarł albo zabrano go jej jeszcze raz.
- Zostałam obezwładniona przez nieznanego napastnika -
an43
- Nie - przerwała jej szybko Milla - to nie jest żaden

161

Pod pasiastą markizą Bentz strząsnął krople wody z parasolki i otworzył żonie drzwi. We
– Sama się o to prosisz – ostrzegł, podchodząc bliżej.
- Wiesz - powiedziała Amanda - sposób, w jaki zginął Josh, był idealny. Nie uważasz? Josh, krwiopijca, sam stracił życiodajną krew. - Skończyła zaplatanie. Caitlyn uważniej
- Pieprzcie się - mruknęła Amanda i wycelowała pistolet w głowę Caitlyn. - Nie tak to zaplanowałam, Caitie-Did, ale to musi mi wystarczyć. Hannah przetoczyła się z piskiem w stronę Amandy, plamiąc krwią brezent. Caitlyn chwyciła nożyczki i rzuciła się na siostrę. Niezdarnie. Nieudolnie. Amanda potknęła się, przewróciła na Hannah, a Caitlyn na nią. Wystrzelił pistolet. Ogłuszający huk wstrząsnął całym pokojem. Caitlyn poczuła ostry ból w brzuchu. Z całej siły pchnęła nożyczki głęboko w szyję Amandy i przetoczyła się na bok. Trysnęła fontanna krwi, rozległ się przeraźliwy krzyk Amandy. Drzwi runęły i do pokoju wpadli policjanci. Caitlyn z trudem łapała powietrze, wiła się z bólu. Hannah, Boże, proszę, nie pozwól jej umrzeć! Policjanci wycelowali pistolety w Caitlyn. Ogarnęła ją ciemność, kojąca ciemność, jak balsam na brzuch rozrywany bólem. - Wezwijcie karetkę - krzyknął ktoś. Głos brzmiał znajomo. Reed. Tak, detektyw Pierce Reed. - Już jedzie - odezwała się kobieta. - Potrzebujemy lekarza! Jezu, one wszystkie wykrwawią się na śmierć! Głosy dobiegały z oddali, powoli traciła przytomność. Przed oczami jak w kalejdoskopie migały jej obrazy. Kelly jako dziecko, śmiejąca się, drocząca się z nią, biegnąca w słońcu, potem eksplozja, wybuch ognia i światło rozjaśniające noc... Griffin zwierzający się w lesie ze swoich sekretów... Babcia z zimnymi oczami i jeszcze zimniejszym dotykiem... Leżący w lesie i krwawiący Charles, który już nigdy więcej nie przyjdzie w nocy do jej pokoju i Jamie, słodka Jamie latem na plaży... a potem Adam. Przystojny. Silny. Cierpliwy. Z zagadkowym uśmiechem... mądrymi oczami... Ścisnęło ją w gardle. Wyobraziła sobie, co powiedziałaby Adamowi, gdyby tylko dano jej szansę jeszcze z nim porozmawiać. Proszę... Adamie... przepraszam, że nie byłam silniejsza. Rozdział 34 Adam chodził nerwowo po wykładzinie w pustej szpitalnej poczekalni, między usychającą palmą a oknem wychodzącym na parking. Od strzelaniny minęło dwanaście godzin. Caitlyn przeżyła. Usunięcie kuli z brzucha wymagało skomplikowanej operacji, zabieg trwał cztery godziny. Amanda nie żyła. I dobrze, pomyślał ze złością Adam. Amanda Montgomery zamordowała i torturowała tylu ludzi. Życie Hannah wisiało na włosku, transfuzje niewiele pomagały. Pomodlił się za nią i za Caitlyn. Martwił się o Caitlyn. Była taka delikatna, wrażliwa. Jak ona to wszystko zniesie? Zabiła siostrę. Jak sobie z tym poradzi? I ze świadomością, że jej własna siostra wymordowała prawie całą rodzinę, również małą Jamie? Jak zareaguje, gdy dowie się, że cierpi na dysocjacyjne zaburzenie tożsamości i prawdopodobnie również na schizofrenię? Podrapał się w brodę, poczuł dwudniowy zarost.
malowniczości. Wszędzie wzrok kusiły kwiaty i czerwone dachówki. Gdy zapadał zmierzch,
Bentz nie był w stanie bronić swojego punktu widzenia, chociaż próbował. Wróciła
Dobra robota!
Zamówienie przyjmował dzieciak na oko szesnastoletni. Robbie, jak głosiła tabliczka
– Jakbyś była wściekła. O co chodzi?
zapewne pamiątka po kneblu. Zniknęła z niej cała wola życia, cały ogień. Była śmiertelnie
Porzucił ją – dwukrotnie.
– Skąd?
– Byłem tu, w Los Angeles, w Culver City. W motelu. – O co chodzi, do cholery?
nie odzwierciedla pracy wydziałów policyjnych w Los Angeles w Kalifornii czy w Nowym
Rozdział 9

©2019 belli.na-wiosna.klodzko.pl - Split Template by One Page Love